Teatr Słowacki w Krakowie
EN | PL
Vernon Subutex
Tajemnice Wesela
Bolesław Śmiały
Rabacja
Zemsta
szklanepaciorki
Teatr w Krakowie. Prolog
Wyzwolenie
Plastiki
Strona główna Aktualne spektakle Archiwum spektakli
 
Aktualności Repertuar Spektakle Zespół Teatr Galeria Bilety

Archiwum spektakli

Obsady premierowe przedstawień po 1945 roku

Tankred Dorst

Ja, Feuerbach

reżyseria: Krzysztof Orzechowski
scenografia: Elżbieta Wójtowicz-Gularowska
asystent reżysera: Rafał Sadowski
inspicjent : Agata Schweiger

Spektakl jubileuszowy przygotowany z okazji 70.rocznicy urodzin Tadeusza Kwinty.

 

W twórczości Tankreda Dorsta, jednego z najwybitniejszych współczesnych dramatopisarzy można odnaleźć fascynacje Brechtem i teatrem absurdu. Często podejmował on też motyw "teatru-świata", w którym każdy odgrywa swoją rolę. "Ja, Feuerbach" to sztuka rozgrywająca się właśnie w teatrze. Autor w niezwykle przejmujący sposób przedstawia w niej dramat starego aktora, który po kilku latach przerwy pragnie wrócić na scenę...

 

ceny biletów:

normalne: 30 zł

ulgowe 20 zł

 

Licencja na wystawienie utworu została wydana przez Stowarzyszenie Autorów ZAiKS

Prawa do wystawienia utworu posiada Suhrkamp Verlag, Frankfurt am Main

Sztuka napisana przy współpracy Ursuli Ehler

 

Premiera: 18.12.2008

Czas trwania: 1 godz.30 min.


Obsada:

AKTOR FEUERBACH:   Tadeusz Kwinta (gościnnie)
KOBIETA:   Kornelia Trawkowska (gościnnie)
ASYSTENT REŻYSERA:   Rafał Sadowski

Recenzje:

Anna Szczygieł , Bosy Feuerbach w Teatrze Słowackiego, /kulturatka.pl/, 09.12.2008

(...) Wielki smutek. Ale przede wszystkim gorycz – to sączy się zza kulis Teatru w Teatrze. Żal za niegdysiejszą sławą, łza wylana za minione sukcesy, tęsknota za nieskażonym i czystym zapachem teatru[...]

...

(...) Wielki smutek. Ale przede wszystkim gorycz – to sączy się zza kulis Teatru w Teatrze. Żal za niegdysiejszą sławą, łza wylana za minione sukcesy, tęsknota za nieskażonym i czystym zapachem teatru. A to tylko jeden, zwykły Aktor, któremu rzeczywistość nieco się zaburzyła, a wzrok zamglił. Tadeusz Kwinta prowadzi nas najpierw powolutku, z kurtuazją, jak w białych rękawiczkach, krok po kroku - żeby nie pomylić ścieżki, a potem coraz szybciej i gwałtowniej każe nam w szaleńczym pędzie podążać za swoimi opowieściami o meandrach życia Aktora. Milion ma wcieleń i nieludzko prawdziwy jest w każdym z nich, zmuszając do wysiłku, dławiąc prawdą straszną, którą, doprawioną szaleństwem nam prezentuje, biegając za niewidzialnymi ptakami. Przypałętał się z jakiejś bajki, gdzie przyszli reżyserzy znają na pamięć wersety z Szekspira, gdzie spektaklem jest już sama recytacja Brechta, a kunszt aktorów pozwala im grać na siedząco klasyków, a jeden ich gest czy słowo, zmieniają strukturę świata. Tak świat sceny nam modelował Tadeusz Kwinta i trzymał mocno, aż łzy popłynęły.

A tu rzeczywistość zaskrzeczała. Psina biega za sceną, młody reżyser średnio kojarzy Szekspira, a aktorem nazywa się pałętającego się po świecie, wypomadowanego fircyka. A Aktor ciągle siedzi na środku sceny. Nawet przez krótką chwilę czuje na sobie blask reflektora. Mruży oczy i widzi, jak cichaczem do lamusa odchodzi to w co wierzył i co z niego życie wyssało. Dewaluacja nastąpiła i teraz został tylko zakurzony Aktor ze swoim krzesełkiem, zasiłkiem i przydługą, wysłużoną marynarką. Sól ziemi już w solniczce czeka na rosół z makaronem, a po Aktorze buty tylko zostały. Poszedł boso biedaczysko. Sztuka kwitnie. Evviva l'arte!

 

Monika Kwaśniewska, Stare kontra złe, /Nowa Siła Krytyczna/, 23.12.2008

Spektakl jest popisem Kwinty (...) Przez półtorej godziny spektaklu Tadeusz Kwinta pokazuje cały wachlarz swoich umiejętności. W jego grze idealnie oddana zostaje dawna stylistyka aktorska. (...) Spek[...]

...

Spektakl jest popisem Kwinty (...) Przez półtorej godziny spektaklu Tadeusz Kwinta pokazuje cały wachlarz swoich umiejętności. W jego grze idealnie oddana zostaje dawna stylistyka aktorska. (...) Spektakl jest tak naprawdę popisem Kwinty i choć reprezentuje on typ aktorstwa nieco dziś przestarzały, to ten styl wydaje się całkowicie uzasadniony charakterem postaci. Poza tym energia i zaangażowanie Kwinty są doprawdy zjawiskowe. Dzięki temu "Ja. Feuerbach" - jest spektaklem bardzo osobistym i wzruszającym.

 

Magda Huzarska, Stary aktor kontra autostop, /Polska Gazeta Krakowska nr 299/, 23.12.2008

Kiedy stary aktor Feuerbach spyta młodego asystenta reżysera, jak trafił do teatru, młodziak odpowie z rozbrajającą szczerością: przez autostop. Otóż, łapiąc onegdaj okazję na autostradzie, los sprawi[...]

...

Kiedy stary aktor Feuerbach spyta młodego asystenta reżysera, jak trafił do teatru, młodziak odpowie z rozbrajającą szczerością: przez autostop. Otóż, łapiąc onegdaj okazję na autostradzie, los sprawił, że zatrzymał samochód, prowadzony przez dyrektora teatru. Tak, przypadkowo poniekąd, wjechał do przybytku Melpomeny. I został. Przypadkowo!

 To jedna z wielu gorzkich prawd, które padają ze Sceny Miniatura Teatru im. J. Słowackiego. Bowiem tekst Tankreda Dorsta "Ja, Feuerbach" jest między innymi traktatem o starym i młodym teatrze, o istocie uprawiania zawodu aktora i szerzej -o istocie uprawiania sztuki w ogóle. I jest też ten tekst, może przede wszystkim, przejmującą pochwałą uczciwości. Uczciwości wobec własnych zasad, przekonań i artyzmu.

 Tadeusz Kwinta gra starego Feuerbacha. Po siedmiu latach przerwy przychodzi na przesłuchanie do teatru. W oczekiwaniu na reżysera, daje lekcje teatru i życia jego asystentowi (Rafał Sadowski). Od początku jest jak zjawą z jakiejś odległej epoki. Od początku jest zagubiony w tym jakimś nowym teatrze. Nieśmiało błaga o trochę światła. Wspomina dawne role i dawne czasy. Odgrywa swój teatr jednego widza niejako dla siebie. W czasach, kiedy istota nowoczesnego aktorstwa sprowadza się do "graj, że nic nie grasz", albo "bądź sobą", sztuka aktorska Tadeusza Kwinty jest wzruszająco uczciwa. Każda emocja, każdy gest ma swój jasny wymiar i czytelne znaczenie. Kwinta gra całym sobą. Ale nie ma tu nic z efekciarstwa i kokieterii.(...)

"Ja, Feuerbach", w reżyserii Krzysztofa Orzechowskiego, to jest właśnie teatr. Mądry i uczciwy.

 

Paweł Głowacki, Zostały za duże buty, /Dziennik Polski/, 23.12.2008

(...) bo na jubileusz swych siedemdziesiątych urodzin Tadeusz Kwinta, grając Feuerbacha, zagrał właśnie to. Dał opowieść o niemożności odzyskania świata. Odchodzi więc. Samotność nie zmalała. Samotnoś[...]

...

(...) bo na jubileusz swych siedemdziesiątych urodzin Tadeusz Kwinta, grając Feuerbacha, zagrał właśnie to. Dał opowieść o niemożności odzyskania świata. Odchodzi więc. Samotność nie zmalała. Samotność urosła.

 

Wacław Krupiński, Trzeba w teatrze ratować siebie - mówi TADEUSZ KWINTA, który na swe 70. urodziny zagrał Feuerbacha, w rozmowie z Wacławem Krupińskim, /Dziennik Polski/, 12.01.2009

Co Panu kazało wrócić do sztuki "Ja, Feuerbach" Tankreda Dorsta - jego coraz większa aktualność w odniesieniu do sytuacji w polskim teatrze, czy może ma Pan jakieś prywatne porachunki z tym tekstem?  [...]

...

Co Panu kazało wrócić do sztuki "Ja, Feuerbach" Tankreda Dorsta - jego coraz większa aktualność w odniesieniu do sytuacji w polskim teatrze, czy może ma Pan jakieś prywatne porachunki z tym tekstem?

 

- Ten tekst chodzi za mną od 1986 r., gdy po raz pierwszy przeczytałem go w "Dialogu". Zachwycił mnie i jako wspaniały materiał do pracy aktorskiej, rola pozwalająca rozwinąć cały wachlarz możliwości, umiejętności zawodowych, i jako sztuka dotykająca najgłębszych przemyśleń i odczuć aktora z pokaźnym już bagażem zawodowym. Kiedy jednak dowiedziałem się, że tę sztukę przygotowuje Tadeusz Łomnicki, oczywistym było dla mnie, że nieprędko po mistrzu może ktoś podjąć to wielkie teatralne wyzwanie.

 

Zobaczył Pan potem "Łoma" i co pomyślał?

 

- Że porywa mnie jego aktorstwo, lecz do spektaklu na pewno powrócę. Może za 10 lat.

 

W 1996 roku zagrał Pan Feuerbacha w Teatrze STU.

 

- Właśnie minęło te magiczne 10 lat. Po doświadczeniach szeregu monodramów, tym razem nie chciałem sam siebie reżyserować, zwróciłem się z propozycją do Krzysztofa Jasińskiego, a był to czas mej intensywnej współpracy z Teatrem STU. I tak zmierzyłem się z "Feuerbachem" po raz pierwszy.

 

A teraz namówił Pan Krzysztofa Orzechowskiego...

 

- Minęło kolejnych 12 lat; przy intensywnej pracy zawodowej i w mocno dojrzałym już wieku, przy zawrotnym tempie przemian otaczającej nas rzeczywistości - to szmat czasu. Pogłębiła się nie tylko moja świadomość i warsztat aktorski, lecz przede wszystkim aktualność tej sztuki. Szczęśliwie dla mnie Dorst zachwycił również Krzysztofa Orzechowskiego, który podjął się reżyserii.

 

Gra Pan dojrzałego aktora, który po latach postanowił wrócić do teatru, co jest gestem niemal desperackim, bo on już wie, jaką cenę się płaci za zbyt intensywną obecność na scenie, choć nie przeczuwa, że w tym teatrze już nie ma dlań miejsca.

 

- Bo liczy się oglądalność, kasowość, ważne są nowe trendy i apoteoza młodości za wszelką cenę - nieważne kwalifikacje czy talent, teraz młodość z góry naznacza piętnem sukcesu.

 

A trendy wyznaczają nowocześni reżyserzy; Feuerbach narzeka, że kazano mu po każdym wersie poważnego songu Brechta wykonywać podskok. Żeby było ciekawiej. Teraz nie takie pomysły spotykamy.

 

- Zamiast drążyć w głąb, jak kiedyś, szuka się dziwności, by przyciągnąć widzów, by zaszokować formą.

 

Pan doświadczył sytuacji, które dotykają Feuerbacha?

 

- Nigdy na taką skalę. Niemniej w pewnym teatrze, tuż po odejściu dyrektora, który mnie przyjął, proszę nie pytać o szczegóły, też znalazłem się na uboczu. Jak tłumaczył mi nowy dyrektor, przychodzą młodzi reżyserzy, to sobie dobierają młodych aktorów. Tak więc miałem przedsmak tego, co przeżywa mój bohater - chce grać i widzi, jak nikt nie chce skorzystać z jego doświadczenia, możliwości, warsztatu. Ale też jest to specyficzny przypadek - człowieka, który od zawodu odszedł dlatego, że za bardzo w niego wszedł, że przekroczył granicę szaleństwa i trafił do zakładu.

 

Bo też ten zawód demoluje psychikę. "Nasz zawód jest tak przepełniony emocją, że często prowadzi do deformacji charakteru, a nawet do poważniejszych dewiacji..." - mówił mi przed laty Pana starszy kolega, Jerzy Nowak.

 

- Ależ tak, przecież w tym zawodzie przeżywa się tyle krańcowych dramatów, tyle stanów euforii; wystarczyłoby na parę żyć. A nie da się pokazać największych uczuć technicznie, technicznie to można, mając poczucie humoru, zagrać w komedii, czy bawić na estradzie... Dramat naprawdę obciąża psychikę. I nie tylko - ktoś obliczył, że zagranie dużej roli to wysiłek porównywalny z trzema tonami wyrąbanymi przez górnika.

 

Miał Pan metodę, by nie ulec owej psychicznej demolce? Pan, jak wiem, nawet alkoholu nie używa...

 

- Nie nadużywam, nigdy mnie aż tak nie pociągał. Przede wszystkim oddzielam życie zawodowe od prywatnego. Starałem się nie przenosić problemów teatru do domu, ale i odwrotnie.

 

Rolą Feuerbacha uczcił Pan swe 70. urodziny, a zarazem kilka dekad na scenie.

 

- Niemało, zważywszy, że debiutowałem w Teatrze Młodego Widza u Marii Biliżanki jako 13-latek. I tak już w zawodowym teatrze pozostałem. Uzbierało się zatem parę setek ról w teatrze, w telewizji, w filmie, na estradzie, w kabarecie... Na szczęście zdarzyło mi się zagrać wiele ról znaczących, ważnych, ambitnych.

 

Pan i sam sobie pracę wynajdywał, sztuki pisał, reżyserował...

 

- Na szczęście moje losy i Fuerbacha nie są zbieżne. Nigdy się w życiu nie nudziłem. Spotykałem wspaniałych ludzi, co dawało mi możliwość rozwoju w różnych kierunkach. W Teatrze Ludowym byli to na początku reżyserzy Jerzy Krasowski i Krystyna Skuszanka, i Józef Szajna, i pisarz Jerzy Broszkiewicz, który do tego teatru wnosił bardzo dużo, współpracowałem też z Lidią Zamkow, z Kantorem, później z Olgą Lipińską... Zetknąłem się w mym krótkim okresie pracy w Starym Teatrze z Zygmuntem Huebnerem, który mnie tam ściągnął, i ze Swinarskim...

 

Ale nagle, w trakcie sezonu, odszedł Pan do Bagateli...

 

- Bo już nie było Huebnera, zatem poszedłem tam, gdzie mogłem się spełniać - zagrać Artura Ui, Molierowskiego Skapena czy w "Apetycie na czereśnie", a nie czekać na jakieś rólki. Dla aktora nie ma nic gorszego niż oczekiwanie - obsadzą, nie obsadzą.

 

Wielu ten czas przeczekiwało w barze, bo kiedyś nie było prywatnych telewizji, tylu seriali... Dziś, mam wrażenie, głównie starszych aktorów się pomija - nawet tych uznanych...

 

- Mechanicznie wyrzuca się ich na emeryturę, a przecież aktorzy są niczym ptaki, które umierają w locie; kiedyś umierali na scenie, bo byli potrzebni dopóty, dopóki się poruszali. Jak blisko 100-letni Solski, który wstrząsająco wcielał się w postać Starego Wiarusa... Bo liczył się jego dorobek, talent. Pan Bóg nierówno obdziela, zatem w teatrze nie może być demokracji. Dawniej mówiło się w teatrze, że jest on niczym piramida - najwięcej aktorów jest na dole, a potem każda dobra rola, każde poważne osiągniecie unosi nas na coraz wyższe poziomy tego stożka. Na szczyt dochodzą jednostki.

 

Pan w tym stożku gdzie sam siebie umieszcza?

 

- To nie ja mam oceniać, dokąd dotarłem w tej wspinaczce. Zawsze starałem się wprowadzić coś nowego w kolejnych rolach, bo wyobrażałem siebie, że gdzieś tam na widowni siedzi choć jeden człowiek, który to dostrzeże, a może i jakiś reżyser, który dzięki temu zauważy moje możliwości.

 

I dostrzegali?

 

- Wydaje mi się, że tak, sądząc po rozpiętości powierzanych mi zadań aktorskich.

 

Feuerbach też za wszelką cenę stara się pokazać swój warsztat, i to nawet nie przed reżyserem, na którego czeka, a jego asystentem.

 

- Pod koniec zrozumie, że skoro nie ma reżysera Lettaua, to musi mieć poplecznika w asystencie, zatem musi przykuć jego uwagę, udowodnić swą przydatność na scenie, na której tak gorączkowo pragnie znów się znaleźć. A zarazem pragnąc tak bardzo, uruchamia mechanizm, który doprowadził do jego klęski.

 

Ten jego popis to taki totalny casting...

 

- Raz w życiu zdecydowałem się pójść na casting, by zobaczyć, jak to jest. I już nigdy więcej! To coś tak ubliżającego, poniżającego - dla mnie nie do przyjęcia. Dawniej też były tzw. zdjęcia próbne, o wiele bardziej dla aktora przyjazne, ale także na nie nie jeździłem, uznając, że jest wystarczająco dużo dostępnego materiału, na którym można mnie zobaczyć; przecież reżyser, który chce mi powierzyć rolę, zna mnie. Feuerbach nie ma wyboru. Na wszelkie sposoby stara się pokazać fragmenciki swoich ról, swoich możliwości - jak operuje głosem, jaki ma warsztat, jak bardzo jest sprawny fizycznie - stąd jego numer z krzesłem...

 

Pan też słynie z fizycznej sprawności, to dlatego wciąż tak młodo Pan wygląda?

 

- Sam nie do końca wierzę w swą metrykę, może to nie moja... A mówiąc poważniej, od dziecka uprawiałem czynnie sport. Już jako chłopiec grałem w piłkę - szmacianką, a potem pierwszą na Pędzichowie prawdziwą trzypasówką - skórzaną, sznurowaną. Jakim cudem ojciec ją wytrząsnął? Mieliśmy dwie pełne jedenastki złożone z chłopaków z ulicy Pędzichów... Jeździłem także na łyżwach, na nartach, pływałem, chodziłem po górach, trochę zajmowałem się wspinaczką. Zawsze chciałem być sprawny, bo wydawało mi się, że w teatrze jest to potrzebne. I gdy tylko mogłem, starałem się tę sprawność pokazać.

 

W "Śnie nocy letniej" wisiał Pan na samych stopach rozpięty na siatce trzy metry nad ziemią i prowadził dialog...

 

- W jakiejś bajce grałem całą rolę na drabinkach sznurowych, z kolei w "Królu Mięsopuście", w "Starym", wcielając się w Skoczka, wymyśliłem sobie, że będą grał na puentach. Wbrew pani choreograf, która uznała, że to dla mężczyzny niemożliwe, zagrałam tak całą rolę. Bo co to znaczy - nie da się? Skoro można zagrać "Chorego z urojenia", to można zagrać i zdrowego z urojenia. W całym zawodowym życiu bodaj tylko raz korzystałem z L-4. Z ciężkim zapaleniem płuc dograłem spektakl do końca i dopiero udałem się do lekarza. Dolegliwości aktora są jego prywatną sprawą. Jak sobie postanowiłem wymienić biodro, bo mi zbyt dokuczało, nikt nie wiedział! Możliwe, że właśnie to nastawienie sprawiało, że mój "komputer pokładowy" przejął się tym, że zawodowo zawieść nie może; katar się ma za kulisami, po wejściu na scenę - znika. A gdy schodzi się ze sceny - powraca. Nie tak dawno w spektaklu "Aj waj..." kolega nie usunął za kulisami krzesła i po ciemku z impetem przywaliłem w nie goleniem. Padłem, wziąłem oddech i natychmiast wybiegłem na scenę.

 

Nawet mięsem Pan nie rzucił? Toż to gigantyczny ból!

 

- Prawdopodobnie coś tam w ustach zmełłem.

 

Wróćmy do Feuerbacha; młody asystent traktuje go cały czas nonszalancko, lekceważąco...

 

- A on mimo to musi się przed nim płaszczyć! Ileż prawdy jest w opowieści asystenta o tym, jak trafił do teatru przez przypadek - z autostopu, a teraz i reżyserem zostanie, bo czemu nie; już pięć lat jest w teatrze, już jest starym wyjadaczem. To, że nie zna Feuerbacha, że niczego nie czyta, nie ogląda, że nie interesuje go dawny teatr - to dla niego nieważne. Teatr się przecież zaczął dopiero, gdy on nastał!

 

I tak, mimowiednie, powracają nam i obraz polskiego teatru, w którym tzw. młodzi negują tradycję, i Pana intymne związki z tekstem Dorsta...

 

- Pewnie każdy aktor by je odnalazł. I dlatego w niektórych partiach mogłem potraktować mego bohatera szalenie prywatnie, podając tekst w sposób bardzo intymny - jak choćby podczas wspomnienia, jak trafił do teatru... Podobnie, gdy Feuerbach mówi o cenie, jaką zapłacił za bycie aktorem, to także myślę o swojej, choć nie tak dramatycznej. Teraz, gdy moje dzieci są dorosłe, kiedy wnuki zaczynają mnie przerastać, tym bardziej uświadamiam sobie, czym zapłaciłem za bycie aktorem. I ja, i moja rodzina, która z powodu teatru przez lata była na drugim miejscu. Najważniejszy był teatr, zatem nasz codzienny kalendarz był podporządkowany moim obowiązkom zawodowym. Dzisiaj żałuję, że zbyt mało towarzyszyłem dorastaniu dzieci. Wciąż mam w oczach sytuację z lat, gdy pracowałem w Teatrze Komedia w Warszawie; wróciłem nocą do Krakowa, wszedłem, jak zwykłem to czynić, do pokoju córki, ucałowałem ją w czoło, a ona, przebudziwszy się, zarzuciła mi ręce na szyję: "Tuśku, jak się kiedyś spotkamy, to mam ci tyle do powiedzenia". I zasnęła.

 

Ale nie popełnił Pan, jak bohater Dorsta, tragicznej pomyłki, wyobrażając sobie, że teatr nie zna granic...

 

- ...że nie ma w nim barier, które nas w życiu ograniczają, że teatr jest nieskończony, że w nim można "całą egzystencję rozwinąć do samego końca". Właśnie to całkowite zapamiętanie się, zatracanie, które sprawia, że można sobie nawet obciąć palec, wejść na nieistniejące schody, że można lewitować, to przekroczenie granicy skończyło się dla Feuerbacha tak tragicznie. Już nie wiedział, co jest obsesją, co rzeczywistością... Trzeba, przywołam Feuerbacha, zachować w teatrze dyscyplinę. I zatrzymać się ratując siebie. Bo gramy na najtrudniejszym instrumencie - na własnych emocjach, na własnej psychice.

 

Skoro zagrał Pan Feuerbacha, nie myśli Pan o "Ostatniej taśmie Krappa", tekście o zbliżonych problemach...

 

- O, jest jeszcze cała masa problemów i tematów, z którymi chciałbym się zmierzyć. Na pewno nie usiądę w kącie, czekając aż mnie ktoś odkurzy. Ale też, powtórzę, moje losy i Fuerbacha są na szczęście rozb

 

Justyna Stasiowska , O nieistnieniu, /Dziennik Teatralny/, 05.03.2009

W teatrze każdy występ jest wyjątkowy. Nie da się go powtórzyć, zapisać w odpowiedni sposób. Tym właśnie jest fenomen teatru i aktora. Nie do odtworzenia, nie do zapisania, zostaje jedynie w pamięci. [...]

...

W teatrze każdy występ jest wyjątkowy. Nie da się go powtórzyć, zapisać w odpowiedni sposób. Tym właśnie jest fenomen teatru i aktora. Nie do odtworzenia, nie do zapisania, zostaje jedynie w pamięci. Aktor, który opiera na tej ulotności swoje życie, balansuje ciągle na granicy nieistnienia. Trudno znaleźć opowieść, która ukazuje to w tak ciekawy sposób jak "Ja Feuerbach".

 

Agnieszka Dziedzic, Ja, czyli kto?, /Teatralia Kraków/, 12.03.2009

To zadziwiające jak w tym filigranowym, starszym mężczyźnie aż kipi od pomysłów, jak rozpiera go energia, której na próżno szukać by u niektórych młodszych kolegów „po fachu”. Ciekawe, że także w chw[...]

...

To zadziwiające jak w tym filigranowym, starszym mężczyźnie aż kipi od pomysłów, jak rozpiera go energia, której na próżno szukać by u niektórych młodszych kolegów „po fachu”. Ciekawe, że także w chwilach, kiedy Feuerbach zostaje skompromitowany a jego idealistyczne poglądy zostają wystawione na pośmiewisko i tak pozostaje dominantą. Umiejętności Kwinty są tu zdecydowanie kluczem do zawładnięcia sceną i publicznością, ale czy tylko umiejętności? (...)

 
Adres: pl. Św. Ducha 1, 31-023 Kraków centrala: 12 424 45 00, 12 424 45 11, 12 424 45 44 e-mail:
Uwaga: ta strona wykorzystuje pliki cookies. Więcej informacji o celu ich używania i zmianie ustawień przeglądarki znajdziesz tutaj. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie plików cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.

Czym są pliki "cookie" - „ciasteczka”?


Poprzez pliki „ciasteczka” należy rozumieć dane informatyczne, w szczególności pliki tekstowe, przechowywane w urządzeniach końcowych użytkowników przeznaczone do korzystania ze stron internetowych. Pliki te pozwalają rozpoznać urządzenie użytkownika i odpowiednio wyświetlić stronę internetową dostosowaną do jego indywidualnych preferencji. „Ciasteczka” zazwyczaj zawierają nazwę strony internetowej z której pochodzą, czas przechowywania ich na urządzeniu końcowym oraz unikalny numer.

Pliki cookies, wykorzystywane są w celu: tworzenia anonimowych, zagregowanych statystyk, które pomagają zrozumieć w jaki sposób użytkownik korzysta ze stron internetowych dostosowanie zawartości i wyglądu strony do preferencji użytkownika

Używane ciasteczka na naszej stronie


  1. PHPSESSID - identyfikator sesji użytkownika
  2. PersistentQueueNumber,manageableQueueCookie0,goodsport – przechowuje kolejkę zdjęć
  3. offerclient - sesja klienta
  4. CMS_DEBUG – debugowanie strony
  5. jsltTestCookie – testowe ciasteczko
  6. CookieInfo - informacja o wyświetleniu powiadomienia dotyczącego użycia przez stronę plików cookies
  7. __utmaa, __utmab, __utmac, __utmaz - używane są przez usługę Google Analytics która pozwala na generowanie statystyk strony www
  8. ADMS_ID, storeregion, mbox, georouting_presented, BANNER_TYPE, s_pers, s_vi - adobe.com
  9. x-src, datr - używane przez facebook.com

Zmiana ustawień ciasteczek (cookies) w przeglądarkach:


- Opera
- Firefox
- Internet Explorer
- Chrome
- Safari

Wyłączenie akceptacji ciasteczek znacznie ogranicza funkcjonalność większości podstron witryny.